Stworzyć chcesz mały świat
Dla swego uśmiechu.
Chciałabyś iść pod wiatr,
Nie dochodząc grzechu.
Pytasz mnie, ile dni
Jeszcze jest przed nami
I swój wzrok wpinasz wciąż
W bezgwiezdny aksamit.
Jeszcze dzień, najwyżej dwa -
Wszystko się odmieni.
Nie odnajdziesz w swoich snach
Zimy i jesieni.
Jeszcze dzień, najwyżej dwa -
Wszystko się odmieni.
Ty zrozumiesz, ile jest
Nieba tu, na ziemi.
Jesteś wciąż bliska snu -
Na granicy cienia.
Stawiasz swój pasjans z dat,
W których są marzenia.
Lato w nich złote jest,
A wiosna zielona.
Złoto Twe, zieleń Twą
Wezmę w swe ramiona.
Jeszcze dzień, najwyżej dwa -
Wszystko się odmieni.
Nie odnajdziesz w swoich snach
Zimy i jesieni.
Jeszcze dzień, najwyżej dwa -
Wszystko się odmieni.
Ty zrozumiesz, ile jest
Nieba tu, na ziemi.
Sternik ujął ster: rejs na drugi brzeg,
W jedną stronę bilet za obola.
Gdy zapłacisz już, resztę w wodę rzuć -
Sternik nic innego, nic nie przyjmie.
Złoto dawać chciał, drugi pierścień zdjął -
Widać płacić pierwszą klasę zwykli.
Z tamtej strony - spójrz! - wraca pusta łódź -
Charon ludzi traci już za Styksem.
Choć miałbyś sto za jeden grosz -
Nic więcej nie zapłacisz, niźli płacić masz.
Na drugi brzeg popłyniesz, gdzie
Obliczą najdokładniej, ile jesteś wart.
Ileś kiedyś dał - tyle możesz wziąć.
Co zabrałeś - oddasz właśnie tyle.
Z tamtej strony znów wraca pusta łódź -
Spróbuj tu powrotny kupić bilet!
Drewniana łódź. Za jeden grosz,
Obola stary Charon liczy ci za rejs.
Za jeden grosz - na drugi brzeg,
Gdzie wiedzą, ile za co płacisz, albo nie.
Już w dolinach kwitnie głóg.
Niebem mknie żurawi klucz.
Zanim nocne mgły opadną,
Trzeba ruszać w stronę gór.
Znów się rozstać przyjdzie nam:
Już na hale owce gnam.
W noce ciche i bezchmurne
Będę gwiazdy liczył sam.
Snuje się ogniska dym,
Myśl wędruje razem z nim.
Leci z wiatrem, hen, do Ciebie
Jak żurawi klucz na niebie.
Gdy wśród gór uderzy grom,
Echo go poniesie stąd
Nad lasami, dolinami -
Aż do sercu bliskich stron.
Już ogniska wygasł żar,
Bieli się popiołu garść.
Szumi gdzieś wezbrany strumień,
Księżyc chmury gna.
Gdy powracać przyjdzie z Tatr,
Będę gnał jak halny wiatr,
Tak jak stada chmur po niebie -
Żeby prędzej ujrzeć Ciebie. /bis